Pod koniec kwietnia wchodzi w życie ustawa, której zadaniem będzie ochrona nabywców mieszkań przed upadkiem dewelopera. Jednym z istotniejszych przewidywanych przez nią mechanizmów będzie konieczność zakładania klientom rachunków powierniczych w przypadku sprzedaży mieszkań przed ukończeniem inwestycji.  Mimo zalety tego rozwiązania jakim jest zwiększenie bezpieczeństwa transakcji może ona wpłynąć na wzrost kosztów budowy, a przez to i cen nowych mieszkań.

Do tej pory deweloperzy z wpłat na poczet przyszłych mieszkań mogli finansować inwestycję. Po zmianach będą musieli głębiej sięgać do własnej kieszeni lub posiłkować się kredytem. Zwiększy to koszty budowy. Dodatkowe środki pochłoną między innymi koszty obsługi kredytów i rachunków powierniczych. Przewiduje się, że dodatkowe nakłady zostaną przerzucone na klientów, co wpłynie na wzrost cen nieruchomości, ale czy na pewno.

Od dłuższego czasu obserwujemy na rynku spadek cen mieszkań, rosnącą ich podaż oraz coraz skuteczniej hamowane przez różne czynniki zapędy zakupowe, ograniczenia przy udzielaniu kredytów, zmierzch Rodziny na swoim oraz oczekiwania spadków cen nieruchomości w kolejnych miesiącach. Z drugiej strony mieszkania z rynku pierwotnego cieszą się coraz większa popularnością, gdyż są lepiej dostosowane do preferencji klientów pod względem powierzchni i rozkładu pomieszczeń. Często mają też atrakcyjniejszą cenę niż mieszkania z drugiej ręki. Dodatkowo różnego rodzaju promocje i rabaty skutecznie przyciągają nabywców. Zainteresowanie i sprzedaż lokali z rynku pierwotnego nie jest też na tyle wysokie, by  deweloperzy, mogli sobie pozwolić na podwyżkę cen. Na rynku jest bardzo dużo mieszkań czekających na nabywców. Nie chodzi tu tylko o mieszkania z rynku pierwotnego, dużą popularnością wciąż cieszy się „wielka płyta”, ale także o lokale, które do użytku zostały oddane kilka lat temu i do tej pory nie znalazły na siebie kupców.

Załóżmy, że mieszkania których sprzedaż rozpocznie się w maju będą miały wyższa cenę. Co wtedy zrobią klienci. Być może zwrócą się w stronę budynków z 2010, 2011 roku, gdzie wciąż znajduje się dużo niesprzedanych lokali. Może nabywcy zaczną się dokładniej przyglądać rynkowi wtórnemu, a może wręcz wszyscy solidarnie podniosą ceny i struktura sprzedaży zbytnio się nie zmieni. Nie stawiałbym jednak na ten ostatni scenariusz. Na rynku jest zbyt dużo mieszkań, a nasze społeczeństwo, mimo iż ma na te lokale apetyt to w wielu przypadkach jest to wciąż zbyt duży wydatek.

Uważam, iż najbliższa przyszłość rysuje się w ten sposób, że deweloperzy będą śpieszyć się z rozpoczynaniem nowych inwestycji i sprzedaży mieszkań na etapie dziury w ziemi, by odsunąć skutki ustawy chroniącej nabywców. Efektem tego może być jeszcze większy wzrost podaży lokali, co być może przełoży się na dalsze obniżki cen. W tej sytuacji inwestorzy planujący przenieść koszty ustawy chroniącej nabywców na klientów będą musieli się dwa razy zastanowić nad słusznością takiej decyzji. Być może lepiej dla nich będzie pokryć dodatkowe koszty z własnej kieszeni, by nie obniżać zainteresowania własną ofertą. O takiej reakcji rynku mogą świadczyć statystyki, które jeśli chodzi o liczbę rozpoczętych inwestycji i wydanych pozwoleń na budowę wyglądają lepiej niż rok temu o tej samej porze. Trzeba wziąć jednak poprawkę na sprzyjające dla budownictwa w tym roku warunki atmosferyczne.

Autor: Marcin

Komentowanie zostało wyłączone